Dzisiaj cóż był to za pozytywny i ciężki dzień! Miałam wolne od pracy, więc od samego rana tkwiłam w swoich angielskich mini dwóch pokojach aby w końcu je ogarnąć. Spędziłam większość czasu przy segregowaniu kosmetyków w rytmie disco-polo, no ale cóż, to cała ja :P. Po porządkach czekałam z obiadkiem na Bartka, czyli moją życiową miłość,którą ścignęłam z Polski, i razem z moimi rodzicami pojechaliśmy na zakupki na West Bromwich;przede wszystkim odwiedzić primarka. Oczywiście to ja miałam sobie coś kupić, bo w piątek rano ruszamy na weekend na Walię,(czego nie możemy się doczekać!!!) a jak możecie zauważyć, mój facet niczym dziecko uparł się na kapelusz( który nie wiem gdzie będzie nosił,haha) i to właśnie na dziale z kapeluszami spędziliśmy najwięcej czasu. Muszę przyznać, że ten skromny zakup 'made our day'. Bartłomiej chodził w swojej nowej ukochanej rzeczy do dresów przez miasto haha :P Było mega wesoło, mimo dość późnej godziny.
Na kolacje zgrzeszyliśmy i wstąpiliśmy rodzinnie na kebaba, bo obiecałam im to pare dni temu gdy dostałam wypłatę:P Po drodze zgarnęliśmy mojego małego kuzyna na noc i jutro mam plany ponownie jechać na zakupki i w końcu sie obkupić :)
Poniżej podzielę się z Wami moim zwariowanym szczęściem podczas zakupków <3 (Mnie zignorujcie,iż dzisiaj byłam jednym wielkim nieogarem :P )
Buziaki!







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz