Witam Moi drodzy,
W związku z tym, że jest luty, i to już 20-sty, w moich postach nie może zabraknąć takiej okazji jak WALENTYNKI ❤, które minęły mi, a raczej NAM, rewelacyjnie i... dość leniwie. Śmiesznym faktem jest to, iż z moją miłością jesteśmy 2.5 roku razem, a to Nasze trzecie walentynki. Jesteśmy razem od 19-tego Września 2015-tego roku i Nasza wspólna znajomość a potem historia zaczęła się dość niespodziewanie. Przede wszystkim brnę do tego, że przez rok czasu nie mieliśmy łatwo, Bartek kończył szkołę w Polsce a ja po wakacjach w 2015 musiałam wracać do UK do Sixth-Form'u. Na żywo znaliśmy się jedynie miesiąc, od sierpnia do jego końca. Ale ten jeden miesiąc naprawdę zmienił wszystko. I to mega niespodziewanie. Pod koniec września, już byliśmy razem- lecz był to związek na odległość oparty na mega zaufaniu i ciągłym kontakcie przez Messengera. Było to dla mnie nowością. Totalną. I mówię tu o uczuciach jak i o sytuacji. Widywaliśmy się średnio raz na trzy miesiące- co i tak było mega plusem, bo jakby nie było, on miał swoje sprawy w Polsce a ja swoje w Anglii, których nie mogliśmy zostawić ot tak. Ale nie będę pisać jak to z Nami było, bo to post o walentynkach- choć może kiedyś również podzielę się z Wami dokładną historią o Nas, bo myślę, że jest ona na swój sposób ciekawa :)
A więc w lutym 2016, to ja zawitałam w Polsce by odwiedzić ukochanego, i to dokładnie 14-tego,w Święto Zakochanych. I tych walentynek nie zapomnimy do końca Naszych dni, bo myślę, że był to jeden z tych dni, których się nie zapomina. Mój wybranek przywitał mnie na lotnisku z pięknym bukietem róż, czego się nie spodziewałam. Czułam się naprawdę wyjątkowo, i szczęście rozpierało mnie od środka. Dzień spędziliśmy mega wesoło i należycie go uczciliśmy- choć sama się zastanawiam czy faktem była 'okazja' czy jednak to, iż w końcu się widzimy. Spokojnie kochani, mój wybranek również został rozpieszczony prezentami w ten dzień, czego natomiast on się nie spodziewał. Muszę też przyznać, iż podczas tego przyjazdu poznałam przyszłych teściów, więc oprócz nieograniczonej radości czułam również nieograniczony stres- co okazało się kompletnie niepotrzebnym odczuciem, bo z rodzicami (a nawet rodziną) mojego miśka od razu znalazłam wspólny język, z czego baaardzo się cieszę.

W walentynki w 2017 Bartłomiej pracował do 22;00 i...uwaga, uwaga- mieszkaliśmy już razem (od września 2016)! Ja natomiast prosto po szkole pędziłam na zrobienie rzęs z tego faktu,iż na następny dzień lecieliśmy do Polski by wyprawić mi moją 18-stkową imprezę. Mój ukochany wyskoczył na chwilę z pracy by mnie odebrać abym nie wracała sama nocą do domu, bo o godzinie 20stej było już bardzo ciemno, i gdy weszłam do pokoju czekały na mnie przepiękne kwiaty, a raczej bukiet cudnych czerwonych róż, ze słodkim misiem zapakowanych razem z kubkiem orz innymi rzeczami pod postacią łakoci. Domyślacie się zapewne co zrobiłam- zaspamowałam go wiadomościami z podziękowaniami za ten cudowny gest i za wspaniałą niespodziankę. Ja natomiast miałam trochę czasu aby naszykować moje upominki dla niego, które poukładałam ładnie na łóżku i wszystko obsypałam płatkami róż. Uwierzcie mi, był przeszczęśliwy tak samo jak ja.
W tegoroczne walentynki Bartłomiej wziął wolne od pracy, więc ja po kryjomu załatwiłam sobie wolne od collegu. Troszkę było mi to pod górkę, bo wiedziałam, że gdy mój Walenty będzie w domku, nic nie wymyślę by go zaskoczyć- ale z drugiej strony, jestem osobą która kocha 'kminić' i sprawiać niespodzianki, więc...ja nie dam rady?! I osobiście stwierdzam, że pomimo przeszkód, według mnie niespodzianka wyszła mi mega rewelacyjne bo mój ukochany po przebudzeniu przywitał dzień wielkim, szczerym uśmiechem. A więc co zrobiłam? Oczywiście po pierwsze- byłam w domu. Wstałam o 7, aby nie wzbudzać w Bartłomieju żadnych podejrzeń i pomknęłam na dół do kuchni by przygotować Nam słodki dzień zanim mój misiek otworzyłby oczy. Z racji tego, że ostatnio przestawiliśmy się na zdrowe odżywianie, większość była owoców, choć były też i bardziej kaloryczne tworzywa. :P Wszystko zniosłam do Naszego pokoju i przygotowałam ucztę gdzie spał mój ukochany. Prezenty ułożyłam tuż obok niego, i w momencie gdy wszystko było gotowe, obudziłam Bartłomieja, posypując go płatkami róż.
Tak oto dzięki czemu dzień spędziliśmy leniwie w łóżku, zapychając się słodkościami przy pysznym winku i serialu 'Pamiętniki Wampirów'. Zaznaczę, że ja dostałam mega śliczny i duuuuży bukiet cudownych, pięknych białych róż, wraz z przesłodkim misiem, o którego teraz mój misiek jest zazdrosny, bo kocham z nim spać, haha. 😅
To by było na tyle, ściskam Was mocno :)